Mam na imię Ola, od dziewiątego roku życia jeżdżę konno, hobbystycznie jeżdżę na rolkach i interesują mnie sporty walki. Jestem też molem książkowym, który fascynuje się zwierzętami i psychologią.
Trafiłam do UKS Luks w wieku trzynastu lat, szukając jakichś zajęć sportowych, żeby więcej się ruszać w wolnym czasie. Chciałam, żeby to było coś wyjątkowego, oryginalnego. Pierwszy pomysł to była szermierka, potem poszłam śladem związanym z bronią białą, aż w pewnym momencie wpadło mi do głowy strzelanie z łuku. Także to, jaką drogą trafiłam do łucznictwa, nie jest żadną niezwykłą historią, ale zapoczątkowało niezwykłą przygodę.
Wraz z coraz dłuższym stażem treningowym, głód strzelania i wyników rośnie. Staram się jednak stawiać sobie małe schodki, a nie wspinać się po pionowej ścianie. Moim głównym celem jest pobijanie rekordów życiowych, choć tych klubowych też nie zamierzam oszczędzić. Z tyłu głowy mam też jednak takie rzeczy, jak medale; na razie w drużynie, w mikście, potem chciałabym indywidualne. Moim najdalszym, ale za to największym pragnieniem (jak i motywacją), jest wzięcie udziału w Igrzyskach Olimpijskich.
Łucznictwo i społeczność klubowa bardzo rozwinęły moją osobę, wykształciły charakter i może nawet trochę zahartowały mentalnie. Wciąż jednak wielu rzeczy się uczę: przyjmowania porażek, radzenia sobie z presją, wiary w siebie i w moje możliwości. Wiem, że te lekcje dadzą efekt.